Rocznica spalenia wsi Łukawica

lukawica-wyjazd

 

lukawica-wyjazd

2 Października 2011 r. razem z Kołem Emerytów w Choroszczy oraz Towarzystwem Przyjaciół Choroszczy uczestniczyliśmy w obchodach spalenia wsi Łukawica w okresie Powstania Styczniowego. Przy takich uroczystościach zawsze nasuwa się pytanie o sens powstań, skoro wszystkie skończyły się klęską polityczną i militarną.

Wielu z nas żyjących współcześnie siedząc sobie wygodnie w fotelu twierdzi, że te wszystkie powstania oprócz strat niczego dobrego Polsce nie przyniosły. No cóż, człowiek zadowolony z życia może tak myśleć. Jednak zanim to powie powinien się zastanowić co powodowało, że Polacy tyle razy chwytali za broń aby walczyć o wolną Polskę, pomimo że za każdym razem płacono za to daninę krwi i cierpień.

Tak było i tym razem. W 1229 bitwach poległo 30 tysięcy powstańców, 700 złapanych z bronią w ręku rozstrzelano lub powieszono, 40 tys. obywateli polskich wspomagających powstanie wywieziono na Sybir. Miastom, które pomagały powstańcom zabrano prawa miejskie powodując ich upadek, skonfiskowano 1660 majątków szlacheckich, spacyfikowano kościół katolicki, który był wtedy i dzisiaj ostoją polskości.

Co było przyczyną, że powstańczy Rząd Narodowy podjął ryzyko walki zbrojnej? Sądzę, że przyczyną podstawową wybuchu Powstania Styczniowego i wszystkich innych powstań narodowych była utrata przez Polskę niepodległości. Naród pozbawiony możliwości decydowania o sobie, pozbawiony możliwości zaspokajania swych potrzeb materialnych i kulturalnych zawsze bardzo cierpi. To właśnie cierpienie, dyskryminacja, pogarda okazywana Polakom, rabunek gospodarczy państwa, narastający terror okupanta spowodowały wybuch powstania. Oczywiście były i inne przyczyny jak np. francuskie obiecanki-cacanki pomocy militarnej dla powstańców.

Powstanie przybrało charakter wojny partyzanckiej i w końcu 1864 roku upadło zakończone schwytaniem ks. gen. Stanisława Brzózki i jego egzekucji w Sokołowie Podlaskim. Czy powstanie przyniosło coś dla Polski pozytywnego? Myślę że tak. Wymienię tylko moim zdaniem najważniejsze pozytywne skutki Powstania Styczniowego:

Po pierwsze car rosyjski chcąc zniechęcić chłopów do udziału w powstaniu zniósł pańszczyznę, co w perspektywie 30-40 lat spowodowało powstanie kilku milionów nowych gospodarstw rolnych. Nowi właściciele gospodarstw murem stanęli w obronie swej własności, gdy bolszewicy napadli na Polskę w 1920 roku.

Po drugie upadek powstania spowodował niesamowity rozwój wspólnoty narodowej. Ból po przegranej i nienawiść do rosyjskiego okupanta scementowały naród Polski na długie lata. Gwałtowny rozwój zarówno w kraju jak i za granicą polskiej literatury, muzyki, malarstwa, pracy u podstaw spowodowały, że zrodziło się pokolenie Józefa Piłsudskiego, pokolenie które wywalczyło nam wolność.

Po trzecie sądzę, że gdyby nie było Insurekcji Kościuszkowskiej w 1794 r., Powstania Listopadowego w 1830 r., Powstania Poznańskiego w 1846 r., Powstania Krakowskiego w 1848 r. i wreszcie Powstania Styczniowego 1863 r., to dzisiaj nie mówilibyśmy i nie myśleli po polsku, już nie bylibyśmy Polakami.

Na ziemię Łukawicy spadły łzy niewinnych mieszkańców wsi, których wypędzono z ojcowizny na okrutną ziemię. Możemy sobie jedynie wyobrażać jak bardzo cierpieli głód, zimno, jaka zżerała ich tęsknota za ojczyzną, tracąc nadzieję na powrót do ojczyzny. To nieszczęście spotkało również inne miejscowości.

W ziemię Łukawicy i innych wsi wsiąkł również pot wielu pokoleń rolników polskich. Stowarzyszenie Pamięć i Tożsamość Skała zwraca się do was, abyście uczynili wszystko co możliwe, by wasze gospodarstwa stały się nowoczesne i dochodowe. Aby stały się atrakcyjnym miejscem pracy dla waszych synów i córek. Twórzcie dobre warunki do rozwoju nowych pokoleń Polaków. Zachęcamy was do aktywności przede wszystkim gospodarczej, społecznej, kulturalnej. To wasza ziemia, wywalczona krwią i potem i dlatego przede wszystkim wam polskim gospodarzom ma służyć.

Sybiracy

Ziemie te w okresie powstania styczniowego należały do ziemianina Kazimierza Kobylańskiego, znanego dowódcy powstańczego, który poległ 4 XI 1863 roku pod Miednią. .Kolonię, w kształcie koła o średnicy około dwóch kilometrów, założyli osadnicy wojskowi po wojnie z bolszewikami w 1920 roku. Działki o powierzchni kilkunastu hektarów nabyli od rządu za dogodne raty. Budynki każdy postawił na swojej działce po zewnętrznej stronie tak, że prawie wszystkie były w zasięgu wzroku. Żyli zgodnie, wzajemnie sobie pomagając zarówno w budowie zabudowań jak i pracach polowych. Czytaj dalej „Sybiracy”

Stanisława Szczepaniak – Dni moje jak dym znikają

I to byłoby wszystko. Iluż takich Nemedyków kręciło się w małych miasteczkach, zajmowało się handlem, furmaństwem, lichwą, świętowało szabas, szanowało rabinów, czytało Torę. Nie pozostał po nich żaden ślad, tylko zwalone macewy, porośnięte zielskiem. Z nostalgią pisał o tym Antoni Słonimski

„Nie masz już, nie masz w Polsce żydowskich miasteczek…

próżno byś szukał w domach zapalonych świeczek

i śpiewu nasłuchiwał w drewnianej bożnicy

Znikły resztki ostatnie,

żydowskie łachmany,

krew piaskiem przysypano,

ślady uprzątnięto.

już nie ma tych miasteczek,

gdzie biblijne pieśni wiatr łączył z polską piosnka

i słowiańskim żalem…”

Może więc warto, abyśmy czasami, gdy na przykład wygodnie będziemy jechać autobusem do Choroszczy, zdali sobie sprawę z tego, iż nie od nas zaczęła się historia naszego miasta i nie na nas się skończy. A my jesteśmy tylko żwirem historii, pyłem w dziejach ludzkości.

Stanisława Szczepaniak

 

Dziennik Urzędowy

Woj. Białostockiego Nr 12/1926

 

Połączenia samochodowe.

Województwo Białostockie Okręgowa Dyrekcja Robót Publicznych

podaje do wiadomości:

A.

Urząd Wojewódzki ( O. D. R. P. ) udzielił dn. 30. VII 1926 r. L. 6913 p. p. Nemedykowi Efroimowi i S-ce z Choroszczy na okres do dn. 1 lipca 1927 r. koncesji na uruchomienie i utrzymanie komunikacji zaprzęgowej osob. między miastem Białystok a miastem Choroszcz według umieszczonego rozkładu jazdy i taryfy:

ROZKŁAD JAZDY

———————————————————————————
godz.              klm.      miasto       klm.     godz.
———————————————————————————
18      odjazd     0       Białystok    15      przyjazd
20     przyjazd 15    Choroszcz     0       odjazd 7 –ma

TARYFA PRZEWOZOWA

———————————————————————————————-
Przestrzeń           od            do     klm.         dorośli     dzieci

Kilometry         Białystok                 1             13 gr.      6.5 gr
Choroszcz               15             2 zł          1 zł

Bagaż do 5 kg bezpłatnie. Urzędnicy i funkcjonariusze państwowi z legitymacją płacą połowę taryfy osób dorosłych.

Jarosław Tyborowski – Choroszcz w 1928 roku

Odsonicie_pomnika_1934_Medium

Miasto Choroszcz położone 14 km od Białegostoku liczyło 2405 mieszkańców, posiadało: magistrat, kościół rzymsko – katolicki, ewangelicki, cerkiew, synagogę. W mieście swoją siedzibę miała gmina wraz z przynależnymi miejscowościami: Kruszewem, Rogowem, Topolami, Trypuciami, Żółtkami, Fabryką Sukna. Największymi posiadaczami ziemskimi byli wówczas: Hryniewicz Stanisław z Markowszczyzny – 1143 ha, Sarosiek Bronisław – 140 ha, Aborowicz Maria z Ogrodnik – 120 ha, Rutkowski Henryk z Zalesian – 54 ha.

Burmistrzem był wówczas Stanisław Turecki. W mieście dwa razy do roku odbywały się jarmarki: 19 marca i 1 października. Funkcjonowała Ochotnicza Straż Pożarna. Nad zdrowiem mieszkańców czuwali: dr Witold Drozdowski, felczer J. Harasimowicz, dentyści – Bakauszyn, Goldsztejn, Lichtensztejn. Akuszerką była pani T. Mieszczaniec, aptekarzem Lichtensztejn.

Bardzo rozwinięta była sieć usług i handlu. Odnotowano następujące nazwiska: fryzjerzy – E. Biegun, N. Giercyk, R. Rubinsztejn, galanteria – A. Goldberg, kamasznik – W. Kagan, artykuły kolonialne – K. Ćwikielnik, Ebernsztejn, Gierszowicz, Grynszpan, Kopelowicz, Kureberg, Kuszner, Lewin, Raczkowski, kowale – L. Góralnik, L. Rzepa, krawcy – C. Dubrowski, J. Furman, K. Nierodzik, młyn – Fiszer, wiatrak – Kostomłocki, murarze – A. Burszwiczewicz, L. Gąsecki, zakłady ogrodnicze – A. Murowicew, Bracia Woźniak, owocarnie – L. Rogowska, S. Rogowski, piekarnie – Borszczewski, Calewicz, Mendelewicz, piwiarnie – K. Książewicz, Sadowska, Restauracja – Karwacka, rzeźnicy – S. Jarocki, J. Lebiedziński, skóry – Kagan, stolarze – Bajer, Gogol, Klinowicz, ślusarze – Naokowicz, Wierzbicki, Zawadzki, wyroby tytoniowe – M. Kopelowicz, wódki i likiery – Towarska, zegarmistrz – A. Jodzio.

Poniżej zdjęcie z 1934 roku.

Odsonicie_pomnika_1934_Medium

Jarosław Tyborowski – Moja Ulica

Każda sobota była dniem sprzątania. Wychodziliśmy wszyscy: dorośli, dzieci, furczały miotły, dzieci bawiły się .Można było dowiedzieć się ciekawych rzeczy. Plotka z jednego końca ulicy po kilku chwilach była już na drugim końcu.

Dbaliśmy zawsze o czystość ulicy i swoje ogródki. Gospodynie cały czas rywalizowały ze sobą, żeby ogródek wyglądał jak najładniej i najokazalej. Pamiętacie Państwo ten wieczorny zapach maciejki, te malwy, które zasłaniały aż okna, nasturcje, lwie paszcze?

Nie zawsze ulica Branickiego była ulicą Branickiego. Był okres, że musiała zmienić nazwę na ulicę Stalina. Protestować nie było można, ale mieszkańcy wymawiając jej nazwę spluwali na ziemię i uśmiechali się do siebie. Czuliśmy w pewnym sensie, że w ten sposób walczymy i to nas bardzo jednoczyło. Potem okazało się, że „wielki wódz” nie jest już tak wielki i ulica odzyskała swoją pierwotną nazwę. Powyciągaliśmy ze strychów dobrze ukryte numery domów z nazwą ulicy Branickiego i zawiesiliśmy je na swoje miejsca.

Przyszedł okres, ze ulica zaczęła się psuć. Nawierzchnia wybrzuszała się, chodniki pozapadały się, autobusy nie chciały jeździć. Musieliśmy zimą skuwać olbrzymie bryły lodu, latem czyścić ulicę, która była coraz gorsza. Grożono nam karami, mandatami. Na protesty machano palcem przed nosem i mówiono: Wy wiecie, wy lepiej siedźcie cicho. Był to niedobry okres dla ulicy i dla nas. Aż przyszedł czas, że została tylko nazwa, bo ulicy praktycznie nie było. Przechodziły miesiące i sytuacja nie zmieniała się.

Pamiętam z tego okresu dosyć zabawne wydarzenie. Wyszedłem przed bramę i z rozpaczą patrzyłem na ruszającą się topiel. Miałem daleki wyjazd i nie mogłem wyprowadzić nawet samochodu. Po przeciwnej stronie ulicy stał 10-letni chłopiec i nogą próbował gruntu. Nie przejdziesz! Zażartowałem. Przejdę! Odpowiedział chłopiec. Po chwili sam musiałem skoczyć w błoto, bo chłopiec zanurzał się coraz bardziej.

Mamy w końcu swoją ulicę. Jest piękna, asfaltowa, z kanałem burzowym, sanitarnym, podziemnym kablem telefonicznym. Tylko my staliśmy się jacyś inni. Nie spotykamy się w sobotnie popołudnia z miotłami, wiadrami, taczkami. Nie słychać zabaw, śmiechów na ulicy. Zginęły piękne ogródki: tam gdzie rosły nasturcje, malwy, maciejka, bujają się pokrzywy, osty. Ulica jest brudna, nie sprzątana od dawna. Są wprawdzie nieliczni, jak Pan Chudzik, u których jest zawsze czysto.

Przemysłu przy ulicy Branickiego nie ma żadnego. Są za to aż dwa bary, do niedawna jedyne w Choroszczy, magazyn znaczków, maleńki, ale doskonale zaopatrzony sklepik spożywczy z niezwykle sympatyczną obsługą. Bar Gwint ma zewnętrzną stronę budynku w opłakanym stanie, ale wnętrze ma czyste, kolorowe, urządzone nowocześnie. W rozmowie z właścicielem dowiedziałem się, że planowane jest rozszerzenie obsługi o dania gorące, tak potrzebne dla ludzi odwiedzających Choroszcz. Miejscowość turystyczna przynajmniej w sezonie powinna posiadać jadłodajnię, o czym nie pamiętają właściciele funkcjonującego niegdyś baru przy tej samej ulicy.

Tematem, który zbulwersował mieszkańców ulicy Branickiego jest sprawa opłat adiacenckich. Właściciele działek zostali zobowiązani do opłat określonych sum /?/. Dzierżawcy takich pism nie otrzymali. Dlaczego? Udałem się po wyjaśnienie do Pana Burmistrza, dla którego poczynań i inicjatyw mam bardzo duży szacunek. Dowiedziałem się, że płacić będziemy wszyscy tj. właściciele i dzierżawcy działek. Właściciele jednorazowo lub po rozłożeniu na raty, dzierżawcy określone sumy dopisane do czynszu. No cóż, niezbyt to pocieszające, ale za wygody trzeba płacić.

Przepraszam Państwa za tę, trochę nostalgiczną opowieść o „mojej ulicy”, ale jestem pewien, że wielu z was nazywa ją również „swoją ulicą” i chciałoby widzieć ją czystą, wesołą, kolorową.

Znów minęło trochę lat. Autor tych słów trochę posiwiał i zdrowie już nie te. Wielu mieszkańców tej ulicy już nie spotkasz na chodniku, gdyż odeszli do Pana. Zmieniają się też domy i tak dom gdzie żyli Państwo Łuszczyńscy stoi zabity deskami. Znikły oba bary przygniecione ciężarem podatków i wymagań sanitarnych. W wielu domach młodzi następcy wyremontowali elewacje, tak że moja ulica Branickiego staje się coraz ładniejsza. Tyle że jezdnia znów zaczyna się falować i wymaga wymiany. Może Burmistrz miasta zlituje się nad nią.

 

Jarosław Tyborowski

Wojna z bolszewikami w literaturze

” Z początku 1919 roku, po wejściu bolszewików do Wilna przyszły czasy straszne. Pojawiły się bandy bolszewików złożone z brudnych dzikusów o potwornych gębach, w łachmanach i baranich czapkach, z nożami w zębach i brylantowymi pierścieniami na palcach. Nikt nie był pewny życia, nikt nie wiedział za co i kiedy przyjdą go aresztować, o co oskarżyćmogą. Wprawdzie i za carskich czasów nieobliczalna samowola przewodziła prawu, ale do samowoli łotrów w złotych galonach ludnośćzdążyła przywyknąć. Samowola łachmaniarzy była nowością i przez to musiało już budzić grozę.Tym większe zaś robiła przygnębienie, że rząd bolszewików nadszedł na Wilno w chwili gdy miasto największych geniuszów i bohaterów Polski wyciągało z tęsknotą ręce ku Warszawie pewne, że lada chwila pomoc od niej i ratunek nadejdzie…”

Z innych wspomnień warto jeszcze przytoczyć fragment książki z roku 1924 „Białe róże” – Heleny Zakrzewskiej :

„Cały trawnik zaroił się od bolszewików, rozchwytujących wyrzucane z domu przedmioty…”Ty, pamieszczyca!” – zawołał jeden trzymając w ręku tubkę z pastą do zębów. „Czto eto takoje?” – To pasta do zębów, tym myje się zęby, ot tak. – odrzekła dziewczyna. Bolszewik oglądał tubkę nie mogąc znaleźć w niej otworu. Dziewczyna wyciągnęła rękę, wzięła tubkę, odkręciła przykrywkę i wycisnęła drabowi na rękę pasmo białej pasty. Ów roześmiał się hałaśliwie, zabawka bardzo mu się spodobała.Zlizał pastę z brudnej ręki, mlasnął językiem z zachwytu i resztę pasty wycisnął sobie prosto do ust. „A czto eto?” – To woda kolońska – odparła dziewczyna.”Ach, adiekołon, znaju, znaju” – ucieszył się bolszewik po czym długim haustem wychylił ją do dna.”

Te literackie przykłady mające dzisiaj pozór groteski, były w rzeczywistości odzwierciedleniem ponurej, prymitywnej rzeczywistości z jaką przyszło nam, Polakom się zmierzyć w tych trudnych czasach. Warto o tym pamiętać

Stanisława Szczepaniak

Tobie Polsko – Bracia Świrniak

SCAN0010

SCAN0010foto2

Po raz pierwszy w życiu dane mi było taki list czytać. Swą treścią i powagą tematów zrobił na mnie tak duże wrażenie, że często wracam do niego myślą. Te czułe słowa do żony i rodziny, słowa troski o zdrowie, byt i bezpieczeństwo najbliższych. Ani słowa skargi na swój żołnierski los. Nawet nie próbuję zgadywać ile łez wyschło na tym liście. Cóż można dla niego i dla innych ofiar tej zbrodni zrobić? Bez wątpienia można się za nich modlić. Za kpt. Józefa Świrniaka zamordowanego strzałem w tył głowy przez rosyjskich zbrodniarzy w Katyniu w kwietniu 1940 roku i za kpt Józefa Świrniaka, który poniósł śmierć po aresztowaniu przez gestapo w kwietniu 1944 roku w Białymstoku. Czytaj dalej „Tobie Polsko – Bracia Świrniak”

Czy Polacy są jeszcze narodem?

W tekście „Wokół pojęcia Narodu” naród definiowałem jako wspólnotę ludzi powiązaną określoną, specyficzną pajęczyną relacji. Są to relacje o charakterze historycznym (wspólne dzieje), kulturowym (język i wytwory kultura), religijnym (lub etycznym), a przede wszystkim są to relacje rodzinne i rodowe. Naród niejako nadbudowany jest na rodzinie i rodzie. Czytaj dalej „Czy Polacy są jeszcze narodem?”

W miejsce wypędzonych Polaków sprowadzili Niemców

articles

Byłam młodą dziewczyną. Wojna zastała mnie w wieku czternastu lat. Chodziłam już do gimnazjum w Kentach. Pamiętam doskonale ten dzień. Był koniec wakacji, piękna pogoda. Pierwszego września mieliśmy pójść do szkoły. Nad ranem wybuchła wojna. Wszyscy gdzieś uciekali. Moja rodzina również. Rodzice, młodsza, siedmioletnia siostra i ja poszliśmy do innej miejscowości. Pamiętam uciekających wojskowych, cywili oraz latające nisko nad naszymi głowami niemieckie samoloty. W miejscowości, do której uciekliśmy, nie byliśmy długo. Kiedy wracaliśmy do domu, cały czas widzieliśmy idących i jadących wojskowych. Szli gdzieś na wschód. Czytaj dalej „W miejsce wypędzonych Polaków sprowadzili Niemców”

Historia Banku Spółdzielczego w Choroszczy

bs_choroszcz_szkolenie_Medium

W roku 1931 została założona w Choroszczy Kasa Stefczyka. Funkcję rachmistrza pełnił wówczas Ludwik Turecki. Wraz z założeniem Kasy powołano Radę Nadzorczą. Pierwszymi jej członkami zostali wybrani: Michał Ambrożewicz, Feliks Bajer, Ryszard Andruszkiewicz, Henryk Raczkowski. W związku z małą rentownością Kasy w Barszczewie, a działającą w pobliżu dobrze prosperującą Kasą w Choroszczy, postanowiono w roku 1935 połączyć te oddziały. Funkcję rachmistrza objęła Maria Turecka, córka Ludwika. Czytaj dalej „Historia Banku Spółdzielczego w Choroszczy”