Reforma Rolna 1926 w Kruszewie Czytaj dalej „Reforma Rolna 1926 w Kruszewie”

Reforma Rolna 1926 w Kruszewie Czytaj dalej „Reforma Rolna 1926 w Kruszewie”
„Opowieść o Życiu”
Wywiad z jedną z najstarszych mieszkanek gminy Choroszcz-101-letnią Panią Felicją Ostrowską z Jeronik.
Grzegorz Krysiewicz: Spotykamy się w Jeronikach, w domu Pana Stefana Dziermańskiego i chcemy porozmawiać z jedną z najstarszych mieszkanek gminy Choroszcz. Prosimy o przedstawienie się i opowiedzenie nam o swoim domu rodzinnym, dzieciństwie i młodości. Czytaj dalej „„Opowieść o życiu””
Książka „Długi Marsz” trafiła w moje ręce przypadkowo, jednak już po kilku stronach byłem pochłonięty lekturą. Bohaterem opowiadania jest młody chłopak, 25 letni polski porucznik kawalerii. W 1940 roku został on skazany w fikcyjnym procesie przez władze radzieckie na 25 lat ciężkich prac w łagrze na Syberii. Najwspanialsze lata życia miał spędzić w niewoli. Jednak chęć bycia wolnym człowiekiem przeważyła, młody Polak dobrał sobie współtowarzyszy i opracował plan ucieczki z sowieckiego obozu pracy. Od tej pory rozpoczyna się „Marsz”, marsz jakiego niewielu ludzi dokonało w swoim życiu. Uciekinierzy przeszli przez Syberię, Mongolię, pustynię Gobi, Tybet, Himalaje, aż dotarli do Indii, łącznie ponad 6000 km. Każdego dnia toczyli nieustanną walkę na śmierć i życie. Wrogiem był głód, wycieńczenie organizmu, przeraźliwy mróz, żar upału i wiele innych niebezpieczeństw. Jednak chęć życia i bycia wolnym kazała nieustannie iść naprzód. Niestety nie wszyscy dotarli do celu.
Książkę tę polecam w szczególności młodym czytelnikom. Znajdziemy w niej wyczerpujące opisy: łamania ludzi w sowieckich więzieniach, fikcyjnych komunistycznych procesów, morderczej drogi skazanych do łagrów, wreszcie postawy ludzi, którzy nie godzili się na niewolę i nawiązawszy wspaniałą przyjaźń między sobą przeszli marsz swojego życia.
P.S. Wartości książki nie pomniejsza trwająca dyskusja nad nazwiskiem bohatera (Rawicz czy Gliński).
Szymon Krysiewicz
Pod nawałą hitlerowców wycofaliśmy się do Myszyńca, a później na Czerwony Bór. W okolicach Zambrowa dostałem się do niewoli. Jako niewolników spędzono nas do Łomży, potem przez Kolno do Prus Wschodnich, gdzie zapędzono nas do obozu Stalag T, a ze stalagu zapędzono nas do Królewca, gdzie pracowałem przy budowie kanału.
Z Królewca udało mi się dostać do pracy w gospodarstwie, gdzie pracowałem na roli. Tam było lżej, gdyż prędzej można było zjeść kawałek chleba. Po kilku zmianach gospodarzy dostałem się na magazyniera rolniczego, tam przebyłem pół roku. W gospodarstwach rolnych przebywałem do roku 1945.
W roku 1945 w miesiącu lutym zostałem oswobodzony przez Armię Radziecką.
W maju 1945r. przybyłem do domu, aby znów pracować na roli i w swym zawodzie kowalskim.





Z Grodna wyjechaliśmy 27 sierpnia 1939 r. do Czerwonego Boru, a w chwili wybuchu wojny 1 września do Łomży i Nowogrodu, gdzie zaczęliśmy budować linie telefoniczne przy froncie od Nowogrodu do Makowa. Po rozbiciu 18 dywizji piechoty i okrążeniu jej w Czerwonym Borze przez wojska niemieckie, odeszliśmy w popłochu na pomoc oblężonej Warszawie. Czytaj dalej „Sawino II”
Toczyliśmy walkę z Niemcami w okolicy Żółtek nad Narwią, skąd pod silnym ogniem wroga zmuszeni zostaliśmy wycofać się do Białegostoku, gdzie zajęliśmy stanowisko bojowe na ulicy Antoniukowskiej.
Tu również nie mogliśmy wstrzymać siły wroga, po ciężkich walkach zostawiając naszych towarzyszy zabitych i rannych, zmuszeni zostaliśmy wycofać się aż do Wołkowyska, gdzie stoczyliśmy ostatni bój. Stąd cofnęliśmy się do Porubanki koło Wilna, gdzie zostaliśmy okrążeni i rozbrojeni przez wojska radzieckie. Sowieci załadowali nas w pociągi i zawieźli do Z.S.R.R. do obozu jenieckiego do Kozielska, gdzie przebywałem 3 miesiące, a później wróciłem do domu.
Nadmienić mogę, że nasz batalion w okolicy wsi Dojlidy rozbił czołg niemiecki i wzięliśmy 2 niemców do niewoli.

Nasz pułk został prawie doszczętnie rozbity silnym ogniem artylerii, czołgów i samolotów nieprzyjacielskich. Tam dostałem się do niewoli – nas wszystkich niewolników spędzono do Piotrkowa, później załadowano do samochodów i wywieziono do Częstochowy. W Częstochowie nas posegregowano i wywieziono do Frankfurtu do Niemiec, a później do obozu Stalag XI-A Altengrabów. Po 9 miesiącach w Stalagu wybuchu tyfusu, przewieziono nas do Bur – Magdenburga. Tam nas pędzono do pracy, a kto był chory i nie stawił się do pracy to nie dostawał jedzenia. Także musieliśmy ze swej skąpej porcji dokarmiać swych współtowarzyszy niewoli. W Magdeburgu przebywałem do 7 maja, tam właśnie zostaliśmy oswobodzeni przez armię Radziecką.
Z chwilą oswobodzenia ruszyliśmy pieszo do kraju do rodziny. Po tygodniu o głodzie i chłodzie, bo szliśmy terenami zniszczonymi i opustoszałymi dotarliśmy do Poznania. W Poznaniu dano nam pociąg towarowy i przez Łódź – Warszawę do Białegostoku. Z Białegostoku pieszo końcem maja dostałem się do swej wsi rodzinnej, do rodziny.
Całą gehennę swej niewoli trudno opisać, za najmniejsze przewinienie karano nas surowo, a gdy zauważyli, że w naszej pracy został zrobiony sabotaż, pokazowo na postrach karano szubienicą.
Do niniejszego życiorysu załączam swą fotografię z niewoli. Jestem z prawej strony w polówce.


Po wcieleniu i umundurowaniu przerzucono nas do lasu za Białystok do wsi Bagnówka.
Z Bagnówki przerzucono nas na linię graniczną za Ostrołękę.
Kampania wrześniowa została rozpoczęta pod Ostrołęką, a później nas przerzucono pod Nowogród abyśmy bronili przeprawy przez Narew, pod nawałą hitlerowców musieliśmy się wycofać na Czerwony Bór.
Pod Puchałami zostałem lekko ranny i dostałem się do niewoli. Punkt zborny niewolników Niemcy zrobili w Łomży. A później zapędzili nas do stalagu IA. Ze stalagu zaczęli nas rozsyłać na roboty przymusowe, mnie przypadło pracować w Królewcu.
W 1941 r. z Królewca wywieziono nas do prowincji Szlezwik-Holstein, do majątku ziemskiego Ekenfiorde. Tam przepracowałem do 1945 r.
W dniu 3 maja majątek wyżej wspomniany został zdobyty przez Anglików , a myśmy zostali oswobodzeni.
Administracja angielska rozpoczęła ewakuację wszystkich obcokrajowców i wywiozła nas wszystkich na wyspę Sylt.
W dniu 5 grudnia 1945 r. znalazłem się u rodziny. Lecz niestety tam gdzie mieszkałem były tylko zgliszcza. Niemcy ustępując w 1944r. doszczętnie zniszczyły zabudowania. Opisać całą gehennę to za mało byłoby tej kroniki. W niewoli życie było ciężkie, najmniejsze przewinienia karane były chłostą a za większe przewinienia szubienica i to publiczna, aby nas zastraszyć. Lecz my niewolnicy nie zważaliśmy na nic i gdzie się dało robiliśmy sabotaż.
Załącznik fotografii z niewoli. Ja jestem wyższy, a ten niższy to kolega ze wsi Choszczewa za Wizną.


Zaznaczam, że wszystkiego nie pamiętam. Mieliśmy potyczki z Niemcami w Białowieży w puszczy i Hajnówce. Potem cofaliśmy się do tyłu, bo była duża przewaga niemiecka. Stoczyliśmy walkę w miejscowości Dąbrowa Wielka, gdzie ja ze swojego R. K. Emu zniszczyłem trzy czołgi niemieckie. Później mieliśmy walkę w Nurcu, Czeremsze, Czerwonym Borze i Białej Podlaskiej. Nie pamiętam jaka to była miejscowość, byłem na ubezpieczeniu z plutonowym S., a nasze wojska były w lesie. Ze wsi do lasu jechał patrol niemiecki na motorach. Plutonowy mówi do mnie – nie strzelaj niech bliżej podjadą. Jak już byli 150m od nas to wtedy rozkaz – ognia, i tak cały patrol został zniszczony. Czytaj dalej „Z Kocka do Stalagu”