Zaproszenie na Spotkanie Stowarzyszenia

plakat 1939

plakat 1939Serdecznie zapraszamy na comiesięczne spotkanie Stowarzyszenia, które odbędzie się w najbliższy czwartek (29.09) o godzinie 19.00 w Miejsko-Gminnym Centrum Kultury w Choroszczy.  Spotykamy się tam wspólnie z Towarzystwem Przyjaciół Choroszczy, w ramach organizowanej przez Centrum Kultury wystawy plakatów pt. „Okupanci”.

Specjalną prelekcję dotyczącą początku Drugiej Wojny Światowej wygłosi p. Józef Waczyński.

Sybiracy

DSCF6084_Small

DSCF6084_Small8 i 9 września 2011 roku odbył się w Białymstoku XI Międzynarodowy Marsz Żywej Pamięci Polskiego Sybiru. Z różnych stron Polski i świata przyjechali sybiracy, aby po raz kolejny przypomnieć światu dramat, w którym uczestniczyli. Stojąc na schodach kościoła pod wezwaniem Świętego Ducha przyglądałem się tym starym już ludziom, zniszczonym życiem i cierpieniem jaki im zadał okupant sowiecki. Było ich ponad milion. Ponad milion osobnych dramatów i jeden wspólny dramat narodu polskiego. Wielu z nich zostało wywiezionych pojedynczo, wielu wraz z rodzinami. Ale zdarzało się również, że wywożono na nieludzką ziemię całe wsie bez wyjątku.  Czytaj całość artykułu

Sybiracy

Ziemie te w okresie powstania styczniowego należały do ziemianina Kazimierza Kobylańskiego, znanego dowódcy powstańczego, który poległ 4 XI 1863 roku pod Miednią. .Kolonię, w kształcie koła o średnicy około dwóch kilometrów, założyli osadnicy wojskowi po wojnie z bolszewikami w 1920 roku. Działki o powierzchni kilkunastu hektarów nabyli od rządu za dogodne raty. Budynki każdy postawił na swojej działce po zewnętrznej stronie tak, że prawie wszystkie były w zasięgu wzroku. Żyli zgodnie, wzajemnie sobie pomagając zarówno w budowie zabudowań jak i pracach polowych. Czytaj dalej „Sybiracy”

11.09.2011 – Uroczystości Upamiętniające Spalenie Jaworówki

DSCF6092_Small
DSCF6092_SmallW dniu dzisiejszym uczestniczyliśmy w uroczystościach upamiętniających rocznicę pacyfikacji wsi Jaworówka. W okresie Powstania Styczniowego szlachta ze wsi czynnie uczestniczyła w walkach przeciwko rosyjskiemu zaborcy. W odwecie cała wieś została spalona, a ludność wywieziona na Syberię, skąd żaden z mieszkańców nie wrócił do stron ojczystych.
Pomimo, iż od tych tragicznych wydarzeń minęło blisko 150 lat pamięć o nich nie ginie.

Stanisława Szczepaniak – Dni moje jak dym znikają

I to byłoby wszystko. Iluż takich Nemedyków kręciło się w małych miasteczkach, zajmowało się handlem, furmaństwem, lichwą, świętowało szabas, szanowało rabinów, czytało Torę. Nie pozostał po nich żaden ślad, tylko zwalone macewy, porośnięte zielskiem. Z nostalgią pisał o tym Antoni Słonimski

„Nie masz już, nie masz w Polsce żydowskich miasteczek…

próżno byś szukał w domach zapalonych świeczek

i śpiewu nasłuchiwał w drewnianej bożnicy

Znikły resztki ostatnie,

żydowskie łachmany,

krew piaskiem przysypano,

ślady uprzątnięto.

już nie ma tych miasteczek,

gdzie biblijne pieśni wiatr łączył z polską piosnka

i słowiańskim żalem…”

Może więc warto, abyśmy czasami, gdy na przykład wygodnie będziemy jechać autobusem do Choroszczy, zdali sobie sprawę z tego, iż nie od nas zaczęła się historia naszego miasta i nie na nas się skończy. A my jesteśmy tylko żwirem historii, pyłem w dziejach ludzkości.

Stanisława Szczepaniak

 

Dziennik Urzędowy

Woj. Białostockiego Nr 12/1926

 

Połączenia samochodowe.

Województwo Białostockie Okręgowa Dyrekcja Robót Publicznych

podaje do wiadomości:

A.

Urząd Wojewódzki ( O. D. R. P. ) udzielił dn. 30. VII 1926 r. L. 6913 p. p. Nemedykowi Efroimowi i S-ce z Choroszczy na okres do dn. 1 lipca 1927 r. koncesji na uruchomienie i utrzymanie komunikacji zaprzęgowej osob. między miastem Białystok a miastem Choroszcz według umieszczonego rozkładu jazdy i taryfy:

ROZKŁAD JAZDY

———————————————————————————
godz.              klm.      miasto       klm.     godz.
———————————————————————————
18      odjazd     0       Białystok    15      przyjazd
20     przyjazd 15    Choroszcz     0       odjazd 7 –ma

TARYFA PRZEWOZOWA

———————————————————————————————-
Przestrzeń           od            do     klm.         dorośli     dzieci

Kilometry         Białystok                 1             13 gr.      6.5 gr
Choroszcz               15             2 zł          1 zł

Bagaż do 5 kg bezpłatnie. Urzędnicy i funkcjonariusze państwowi z legitymacją płacą połowę taryfy osób dorosłych.

Jarosław Tyborowski – Choroszcz w 1928 roku

Odsonicie_pomnika_1934_Medium

Miasto Choroszcz położone 14 km od Białegostoku liczyło 2405 mieszkańców, posiadało: magistrat, kościół rzymsko – katolicki, ewangelicki, cerkiew, synagogę. W mieście swoją siedzibę miała gmina wraz z przynależnymi miejscowościami: Kruszewem, Rogowem, Topolami, Trypuciami, Żółtkami, Fabryką Sukna. Największymi posiadaczami ziemskimi byli wówczas: Hryniewicz Stanisław z Markowszczyzny – 1143 ha, Sarosiek Bronisław – 140 ha, Aborowicz Maria z Ogrodnik – 120 ha, Rutkowski Henryk z Zalesian – 54 ha.

Burmistrzem był wówczas Stanisław Turecki. W mieście dwa razy do roku odbywały się jarmarki: 19 marca i 1 października. Funkcjonowała Ochotnicza Straż Pożarna. Nad zdrowiem mieszkańców czuwali: dr Witold Drozdowski, felczer J. Harasimowicz, dentyści – Bakauszyn, Goldsztejn, Lichtensztejn. Akuszerką była pani T. Mieszczaniec, aptekarzem Lichtensztejn.

Bardzo rozwinięta była sieć usług i handlu. Odnotowano następujące nazwiska: fryzjerzy – E. Biegun, N. Giercyk, R. Rubinsztejn, galanteria – A. Goldberg, kamasznik – W. Kagan, artykuły kolonialne – K. Ćwikielnik, Ebernsztejn, Gierszowicz, Grynszpan, Kopelowicz, Kureberg, Kuszner, Lewin, Raczkowski, kowale – L. Góralnik, L. Rzepa, krawcy – C. Dubrowski, J. Furman, K. Nierodzik, młyn – Fiszer, wiatrak – Kostomłocki, murarze – A. Burszwiczewicz, L. Gąsecki, zakłady ogrodnicze – A. Murowicew, Bracia Woźniak, owocarnie – L. Rogowska, S. Rogowski, piekarnie – Borszczewski, Calewicz, Mendelewicz, piwiarnie – K. Książewicz, Sadowska, Restauracja – Karwacka, rzeźnicy – S. Jarocki, J. Lebiedziński, skóry – Kagan, stolarze – Bajer, Gogol, Klinowicz, ślusarze – Naokowicz, Wierzbicki, Zawadzki, wyroby tytoniowe – M. Kopelowicz, wódki i likiery – Towarska, zegarmistrz – A. Jodzio.

Poniżej zdjęcie z 1934 roku.

Odsonicie_pomnika_1934_Medium

Jarosław Tyborowski – Moja Ulica

Każda sobota była dniem sprzątania. Wychodziliśmy wszyscy: dorośli, dzieci, furczały miotły, dzieci bawiły się .Można było dowiedzieć się ciekawych rzeczy. Plotka z jednego końca ulicy po kilku chwilach była już na drugim końcu.

Dbaliśmy zawsze o czystość ulicy i swoje ogródki. Gospodynie cały czas rywalizowały ze sobą, żeby ogródek wyglądał jak najładniej i najokazalej. Pamiętacie Państwo ten wieczorny zapach maciejki, te malwy, które zasłaniały aż okna, nasturcje, lwie paszcze?

Nie zawsze ulica Branickiego była ulicą Branickiego. Był okres, że musiała zmienić nazwę na ulicę Stalina. Protestować nie było można, ale mieszkańcy wymawiając jej nazwę spluwali na ziemię i uśmiechali się do siebie. Czuliśmy w pewnym sensie, że w ten sposób walczymy i to nas bardzo jednoczyło. Potem okazało się, że „wielki wódz” nie jest już tak wielki i ulica odzyskała swoją pierwotną nazwę. Powyciągaliśmy ze strychów dobrze ukryte numery domów z nazwą ulicy Branickiego i zawiesiliśmy je na swoje miejsca.

Przyszedł okres, ze ulica zaczęła się psuć. Nawierzchnia wybrzuszała się, chodniki pozapadały się, autobusy nie chciały jeździć. Musieliśmy zimą skuwać olbrzymie bryły lodu, latem czyścić ulicę, która była coraz gorsza. Grożono nam karami, mandatami. Na protesty machano palcem przed nosem i mówiono: Wy wiecie, wy lepiej siedźcie cicho. Był to niedobry okres dla ulicy i dla nas. Aż przyszedł czas, że została tylko nazwa, bo ulicy praktycznie nie było. Przechodziły miesiące i sytuacja nie zmieniała się.

Pamiętam z tego okresu dosyć zabawne wydarzenie. Wyszedłem przed bramę i z rozpaczą patrzyłem na ruszającą się topiel. Miałem daleki wyjazd i nie mogłem wyprowadzić nawet samochodu. Po przeciwnej stronie ulicy stał 10-letni chłopiec i nogą próbował gruntu. Nie przejdziesz! Zażartowałem. Przejdę! Odpowiedział chłopiec. Po chwili sam musiałem skoczyć w błoto, bo chłopiec zanurzał się coraz bardziej.

Mamy w końcu swoją ulicę. Jest piękna, asfaltowa, z kanałem burzowym, sanitarnym, podziemnym kablem telefonicznym. Tylko my staliśmy się jacyś inni. Nie spotykamy się w sobotnie popołudnia z miotłami, wiadrami, taczkami. Nie słychać zabaw, śmiechów na ulicy. Zginęły piękne ogródki: tam gdzie rosły nasturcje, malwy, maciejka, bujają się pokrzywy, osty. Ulica jest brudna, nie sprzątana od dawna. Są wprawdzie nieliczni, jak Pan Chudzik, u których jest zawsze czysto.

Przemysłu przy ulicy Branickiego nie ma żadnego. Są za to aż dwa bary, do niedawna jedyne w Choroszczy, magazyn znaczków, maleńki, ale doskonale zaopatrzony sklepik spożywczy z niezwykle sympatyczną obsługą. Bar Gwint ma zewnętrzną stronę budynku w opłakanym stanie, ale wnętrze ma czyste, kolorowe, urządzone nowocześnie. W rozmowie z właścicielem dowiedziałem się, że planowane jest rozszerzenie obsługi o dania gorące, tak potrzebne dla ludzi odwiedzających Choroszcz. Miejscowość turystyczna przynajmniej w sezonie powinna posiadać jadłodajnię, o czym nie pamiętają właściciele funkcjonującego niegdyś baru przy tej samej ulicy.

Tematem, który zbulwersował mieszkańców ulicy Branickiego jest sprawa opłat adiacenckich. Właściciele działek zostali zobowiązani do opłat określonych sum /?/. Dzierżawcy takich pism nie otrzymali. Dlaczego? Udałem się po wyjaśnienie do Pana Burmistrza, dla którego poczynań i inicjatyw mam bardzo duży szacunek. Dowiedziałem się, że płacić będziemy wszyscy tj. właściciele i dzierżawcy działek. Właściciele jednorazowo lub po rozłożeniu na raty, dzierżawcy określone sumy dopisane do czynszu. No cóż, niezbyt to pocieszające, ale za wygody trzeba płacić.

Przepraszam Państwa za tę, trochę nostalgiczną opowieść o „mojej ulicy”, ale jestem pewien, że wielu z was nazywa ją również „swoją ulicą” i chciałoby widzieć ją czystą, wesołą, kolorową.

Znów minęło trochę lat. Autor tych słów trochę posiwiał i zdrowie już nie te. Wielu mieszkańców tej ulicy już nie spotkasz na chodniku, gdyż odeszli do Pana. Zmieniają się też domy i tak dom gdzie żyli Państwo Łuszczyńscy stoi zabity deskami. Znikły oba bary przygniecione ciężarem podatków i wymagań sanitarnych. W wielu domach młodzi następcy wyremontowali elewacje, tak że moja ulica Branickiego staje się coraz ładniejsza. Tyle że jezdnia znów zaczyna się falować i wymaga wymiany. Może Burmistrz miasta zlituje się nad nią.

 

Jarosław Tyborowski